www.adventurepictures.eu
authors: Marzena Hmielewicz and Marcin Jamkowski

Kalymnos 

 

 

 


 

Ze wskazaniem na wspinanie

Tekst Marcin Jamkowski

Żadnych zabytków. Żadnego zwiedzania, muzeów, turystyki. Można z czystym sumieniem zająć się tym, co tu najważniejsze – wspinaniem.

Odgłos pierdzącego skutera wyrwał mnie z głębokiego snu. Narastające tran tan tan ta tan tta ttadan, którego nie dało się zdusić poduszką coraz głębiej naciąganą na uszy. – Już ósma – pomyślałem. – Gruby sklepikarz za chwile wyłoży w sklepie świeże bułki – szepnąłem do śpiącej w najlepsze narzeczonej.

Była jesień. Późna jesień. Zbyt późna, by jeszcze nacieszyć się poranną kąpielą w morzu. Póki na wznoszące się nad wioską wapienne ściany nie wyjdzie pełne, ostre słońce południowej Europy trzeba o tej porze roku chodzić tu w dwóch polarach.

Szybka kawa, bułki (szczerze pyszne) z figowym dżemem albo miodem tymiankowym, jeszcze jedna kawa i można wychodzić. Z sąsiednich pokojów dochodzą odgłosy przyjaciół kończących poranną kosmetykę. Jeszcze kilka minut i spotykamy się na obrośniętym kolorowym kwiecień podwórzu. Plany były ustalone już przy kolacji, więc nie ma co deliberować. Pakujemy liny i resztę wspinaczkowych „zabawek” do plecaków, odpalamy skutery, które stanowią główny środek transportu na wyspie i jedziemy w skały. Nareszcie. Mimo wspinania prawie dzień w dzień, nikt nie ma dość – w końcu na Kalimnos są jedne z najlepszych skał w Europie do uprawiania naszego hobby!

Z daleka skały Kalimnos wyglądają jak jeden wielki mur wapienia ciągnący się kilometrami wzdłuż zachodniego wybrzeża wyspy. Wysoki miejscami na 30, a czasami na ponad 200 metrów wznosi się nad drogą wijącą się w rytmie wcinających się w głąb lądu zatok Morza Egejskiego. Na poboczu krętej szosy półmetrowe obeliski z napisem „rock climbing area” – żeby broń Boże nie przegapić żadnego z najlepszych rejonów wspinaczkowych. Parkujemy przy jednym z takich znaków, skąd pod samą ścianę prowadzi 20-minutowe podejście. Słońce praży już na dobre, wiec ostry marsz w górę przebiega w atmosferze przesyconej zapachem tymianku porastającego suche zbocza.

– Artysta! Koniec tych zachwytów. Wiąż się „sznurkiem” i łoimy – z romantycznego nastroju wyrywa mnie (jakże słuszne!) wezwanie przyjaciół gdy już docieram pod ścianę.

Rzut oka w górę – nade mną wisi morze skał. Fantazyjne kształty w jakie wapień ubarwiają zjawiska krasowe tu mają chyba swoje spiętrzenie. Stalaktyty, nacieki, dziuple, dziurki, krawądki i wszelkie inne występy skalne po których się wdrapujemy występują tu w takim nagromadzeniu i różnorodności, ze znajomy wspinacz stwierdził, że z Kalimnos równać się mogą tylko znane w całym (wspinaczkowym) świecie skały w Tajlandii.

– Napieraj, napieraj – poganiają.

OK. Obcisłe buty, uprząż, lina i karabinki do asekuracji, jeszcze tylko woreczek z magnezją do suszenia spoconych palców i startuje. Już pierwsze ruchy potwierdzaja same najlepsze rzeczy, których nasłuchałem się o sztandarowym sektorze Kalimnos – „Grande Grotta”. Skała najlepszej jakości. Lita, finezyjnie urzeźbiona i jeszcze nie wyślizgana przez tłumy „łojantów” jacy odwiedzają setki innych ogródków skałkowych południowej Europy. Droga nie jest bardzo trudna – w skali francuskiej używanej w skałach ma 6c+ – ale wspinanie się na niej przynosi satysfakcje jak diabli! Niby wielkie chwyty, ale jakoś tak szybko „ręce otwiera”, jak się mawia w slangu. A to dlatego, ze jest solidnie przewieszona – skała jest odchylona „do tyłu” tak, że czasami wspinacz znajduje się plecami do ziemi. Na takich drogach najważniejsze jest wyszukiwanie miejsc odpoczynkowych. Klucząc wśród wapiennych sopli czasami nawet 5-metrowej długości szukam więc miejsc, gdzie mogę zaprzeć się plecami, stanąć w półszpagacie żeby złapać, jak to się z angielska określa „no hand rest”, czyli miejsce w którym można odpocząć nie trzymając się rękami ściany. Droga składa się z kolejnych daszków i brzuszków. Na czterdziestu metrach długości trzeba się przedrzeć przez pięć czy sześć takich formacji. Kiedy po kwadransie (z hakiem) wspinania docieram wreszcie do karabinka kończącego drogę, jest mi zwyczajnie żal, że tak szybko się skończyła! Chociaż ręce mam tak zmęczone, że wyciągnęły mi się chyba o metr, wiem, że za chwilę uderzę na następną drogę, a potem na kolejną, aż zmierzch nie wygoni nas w doliny.

Zjazd z końca „mojej” drogi jest nie mniej emocjonujący niż samo wspinanie – przez to, że jej linia wiodła jakby stropem wielkiej otwartej jaskini, jedzie się na linie w „pełnej lufie” – bez kontaktu ze ścianą. To dziwne uczucie, nawet dla wspinacza, gdy nagle wokoło robi się tak bardzo dużo powietrza... Dla osób cierpiących na lęk przestrzeni to miejsce zabójcze. Przez tą minutę, kiedy zjeżdża się do podstawy ściany jeszcze nie czuje pełni satysfakcji z pokonania trudności. Za to jest już wtedy czas na podziwianie widoków. Wspaniała panorama z wysokości na upstrzone wysepkami morze – nie ma takiego, w kim nie obudzi się wtedy romantyk!

Ze wspinaczy żyje dziś gros mieszkańców na zachodzie wyspy. A jeszcze nie tak dawno Kalimnos znane było z zupełnie czegoś innego – od stuleci słynęło z poławiania gąbek. To właśnie w południowej części Dodekanezu pod wodą znajdowały się nieprzeliczone połacie najdelikatniejszych gąbek używanych w wytwornych salonach kąpielowych władców tak Europy, jak i Orientu. Na Kalimnos swój kunszt rozwinęli w pełni nurkowie bezdechowi, którzy zbierali z dna ten cenny dar morza. Hojne morze okazywało się jednak również kapryśne. Raz na jakiś czas gąbki dopadała zaraza, która dziesiątkowała tak podwodne uprawy, jak i dochody mieszkańców. Po jednej z takich epidemii choroby zwanej przez miejscowych dżumą gąbek, kilkuset poławiaczy wyjechało na Florydę, a ich grecka społeczność słynęła z łowienia gąbek na Karaibach.

Ostatni masowy pomór gąbek miał miejsce dwie dekady temu. Miejscowi tym razem jednak zamiast na emigrację zdecydowali się na... rozwój turystyki. Władze podjęły decyzję o powstaniu na wyspie lotniska. Widomym znakiem inwestycji w turystykę jest poziom znajomości języków obcych. Nawet w odludnych porcikach, czy zapadłych górskich wioskach Grecy mówią angielszczyzną, jakiej pozazdrościć mógłby niejeden polski maturzysta.

 I tak uroki Kalimnos pozostałyby zapewne w cieniu sąsiedniego Kos, gdyby nie wspinacze, którzy docenili wyjątkowe klify wyspy i nic im nie przeszkadzało (a wręcz przeciwnie), że na wyspie budowa portu lotniczego ślamazarzy się i brak rozbudowanej bazy turystycznej. Dzięki temu zamiast tłumów przelewających się z czarterów do hoteli i z powrotem spotyka się pojedyncze grupki miłośników południowego wapienia, a knajpki (niektóre tuż przy ścieżkach prowadzących pod ściany) wciąż serwują pyszne jedzenie w domowej atmosferze.

Spośród naszej małej grupy znajomych Kalimnos urzekł wszystkich. Wspinamy się prawie całymi dniami. Cztery, pięć, a czasami nawet i dziesięć dróg w ciągu kilku godzin. Drogi padaja aż miło, nawet 7b OS! Przerwy robimy co trzeci dzień tylko po to, żeby skatowane mięśnie i wytarta skóra na palcach (która czasem aż traci linie papilarne) mogły się zregenerować. Przynajmniej na tyle, by znów można było pójść w skały i znowu poszukać sobie pionowego celu do pokonania.

 ⇒

INFO PRAKTYCZNE:

* Wspinanie jest sportem niebezpiecznym, więc uprawiać je mogą wyłącznie osoby, które przeszły odpowiednie przeszkolenie.

* Kiedy jechać: marzec-maj i wrzesień-grudzień. Latem za gorąco.

* Dojazd. Samolotem do Aten (LOT ok. 1000 zł), potem promem na Kalimnos (ok. 30-40 euro) lub samolotem na Kos (60-90 euro) i wodolotem na Kalimnos (5-10 euro).

* Większość rejonów do wspinania znajduje się w okolicach miejscowości Masouri, więc tam warto nocować. Ceny w pensjonatach ok. 10-20 euro za pokój za noc (np. w Irene Studios tel: +302243047828, irene-studios@freemail.gr)

* Taksówka z portu w Pothi do Masouri kosztuje 10 euro.

* Kolacja w knajpce na 2 osoby (z winem) 20-40 euro.

* Wypożyczenie skutera (głównie Piaggio) na cały dzień – 5 euro.

* Wypożyczenie samochodu – 15-25 euro/dzień.

* Co poza wspinaniem? Ruiny zamku Joannitów (takie sobie), prywatne muzeum nurkowania i poławiania gąbek, piesze wycieczki po górach (brak szlaków), rejs łódką na leżącą naprzeciw Masouri wysepkę Telendos (gdzie mieszka zaledwie 10 osób), nurkowanie na południu wyspy (można spotkać foki).

 ⇒

Artykuł powyższy ukazał się w NG Traveler 3/06

forward
do poczytania   |   galeria   |   o nas   |   publikacje   |   kontakt   |   english version

design :· speleo.pl