DZIKOŚĆ W SERCU AMERYKI

 

Miłość do dzikiej przyrody i chęć jej ocalenia dała napęd grupie multimilionerów, zapaleńców i przyrodniczych aktywistów
do założenia pierwszego parku narodowego świata.
Parku Yellowstone

 

Tekst Marcin Jamkowski

Zdjęcia Marzena Hmielewicz i Marcin Jamkowski / Adventure Pictures

 

Dla pierwszych osadników amerykańskiego kontynentu, w okolicach Yellowstone nie było wiele ciekawego. – Wysokie góry z kapryśnym klimatem, przepaściami, dymiącymi gejzerami i populacją głodnych niedźwiedzi grizzly nie zachęcały do zapuszczania się na pogranicze tego, co dziś jest stanami Wyoming i Montana – opowiada przewodniczka w zielonym mundurze i kapeluszu z wielkim rondem stojąc na skraju naturalnego basenu z gorącą wodą okalającego jeden z największych parkowych gejzerów. Niektórych myśliwych przyciągały wprawdzie zimujące przy takich właśnie gorących źródłach bizony, ale w czasach, gdy szerokie prerie pełne były stad tych wielkich kuzynów naszego leśnego żubra, ryzykowanie życia w górach dla samych zachwytów przyrodą nie było w modzie. Przyroda miała nieprzerwanie człowieka karmić, dawać mu ubranie i materiał na budowę schronienia.

 

Takie podejście do przyrody, jej ochrony i wykorzystywania, zmieniło się w dopiero w XIX wieku. – Dzika przyroda przestała być postrzegana, jako surowiec i przeszkoda. Zaczęto w niej widzieć delikatny skarb, który nie tylko należy doceniać i podziwiać, ale przede wszystkim chronić – dodaje oprowadzająca turystów strażniczka parkowa. W Stanach Zjednoczonych przykład przyszedł z góry – od prezydenta i grupy zamożnych przemysłowców. Dzięki kilkuletnim staraniom (dziś powiedzielibyśmy lobbingowi) 1 marca 1872 roku rezydujący w Białym Domu Ulysses S. Grant mógł podpisać decyzje Kongresu ustanawiającą tereny Yellowstone pierwszym na świecie narodowym terenem chronionym. Dzięki tej decyzji dziewicza przyroda została uchroniona przed niszczącym wpływem cywilizacji i co niemniej ważne, otwarta została furtka do tworzenia kolejnych takich parków. Drugi park narodowy na świecie, o czym mało kto wie, powstał niedaleko polskiego wybrzeża – na bałtyckich wysepkach niedaleko Bornholmu.

 

Samo Yellowstone wkrótce otrzymało jeszcze silniejszą ochronę przyrody, a to dzięki założeniu kolejnego parku – Grand Teton, graniczącego z Yellowstone od południa i przez wielu uważanego za jego fragment. Jego powstanie było możliwe dzięki zaangażowaniu Johna Davidsona Rockefellera juniora, niezwykle majętnego filantropa, który latami przez podstawione osoby i firmy w największej tajemnicy skupował tereny górskich łąk, by je potem nagle ofiarować w prezencie powstającemu parkowi.

 

Dziś, prawie 140 lat od powstania, Yellowstone i przylegające doń alpejskie Grand Teton, odwiedza aż ponad 3 miliony turystów rocznie. – Ja przyjechałem tu szukać Misia Yogi – zaczepia strażniczkę parkową 6-latek z Bostonu. – Yogi zajmuje się przez całe lato tym, co umie najlepiej – kradnie turystom ich koszyki z jedzeniem na piknik – żartuje wysoka Irlandka.

 

W rzeczywistości niedźwiedzie rzadko dziś odwiedzają tereny, gdzie piknikują turyści. Trzymają się z dala od gwarnego pierścienia szos, jakim opasane zostało Yellowstone, pozostają w dzikich, rzadziej uczęszczanych rejonach, a spotkanie ich jest o niebo trudniejsze niż np. w kanadyjskich Górach Skalistych. Turyści tymczasem trzymają się gejzerów – bezapelacyjnie największej atrakcji parku. Atrakcji, która przypomina jednak o wielkiej bombie, na której właściwie siedzi całe Yellowstone.

 

Ta bomba to potężny bąbel gorącej magmy, stopionych skał, jaki dość płytko pod ziemią pozostał po potężnej eksplozji wulkanu, która miała miejsce na terenach Wyoming miliony lat temu. Do dziś tereny wewnątrz pozostałości kaldery, gigantycznego krateru przypominającego o tym wstrząsie, są geologicznie bardzo aktywne. Woda deszczowa, która spływa w głąb ziemi styka się z gorącymi skałami i wraca na powierzchnię w postaci wrzątku tworzącego wśród łąk życiodajne jeziorka – ciepłe nawet zimą. Bardzo często jednak podziemne wody rozgrzewają się tak bardzo, że na powierzchnie wraca nie ciecz, lecz para wodna. I ta para wraz z wrzątkiem znajdują ujście w gejzerach – słupach cieczy i pary, jakie strzelają na wysokość 20 pięter nad kotlinę! Naukowcy nie wiedzą jak się zawijają podziemne korytarze wypłukane w skałach przez gorącą wodę, ale musiała natura wyrzeźbić w głębi ziemi konstrukcję precyzyjną jak zegarek, skoro liczne gejzery Yellowstone wybuchają z punktualnością godną szwajcarskich czasomierzy. Najsłynniejszy gejzer Yellowstone, leżący w samym centrum parku „Old Faithful” (czyli „Stary Wiarus”), jest „pod parą” precyzyjnie co 91 minut. Jego „rozkład jazdy” jest tak przewidywalny, że podawany jest na tablicy informacyjnej w pobliskim sklepie z pamiątkami. Kiedy nadchodzi czas erupcji, turyści rzucają się w pobliże gejzeru, siadają na ławkach i nie patrzą, lecz słuchają. Pierwszym objawem tego szalonego spektaklu natury, jest bowiem narastający syk. Dopiero po chwili z krateru zaczyna wydobywać się para, by w końcu, na wysokość kilkudziesięciu metrów wystrzelić mogła w górę prawdziwa, naturalna fontanna parującej, gorącej wody. Widowisko trwa zaledwie kilka minut, po których gejzer zasypia na kolejne półtorej godziny.

 

Gorąca woda ze „Starego Wiarusa” i wielu innych pomniejszych gejzerów i gorących źródeł rozgrzewa pobliskie podmokłe łąki. Cała zresztą okolica pokryta jest mniejszymi, lub większymi gejzerami i jeziorkami z wrzącą wodą. Od świtu unoszą się nad nimi obłoki pary, z których wyłaniają się pierwsi turyści. – To jest jak sauna! Albo najbardziej naturalna łaźnia turecka – zachwyca się mgłami małżeństwo z pobliskiego Kolorado. Spacerowicze poruszają się po drewnianych pomostach wybudowanych pomiędzy gorącymi źródłami tak, by bezpiecznie można było zajrzeć w głąb nawet najgorętszych z nich. Dodatkową atrakcją zafundowaną przez przyrodę jest to, że gorąca woda niesie z głębi ziemi różnorodne i różnobarwne minerały. Kiedy taki roztwór stygnie i woda paruje, rozpuszczone sole osadzają się na brzegach zbiorników tworząc kolorowe pasy: od błękitu, przez zielenie do żółci. W dodatku taka bogata w minerały woda jest świetną pożywką dla glonów, bakterii i drobnych porostów – których barwy wzbogacają paletę o czerwienie i brązy. Widziany z daleka cały akwen przypomina trochę ogon pawia. Feeria barw na brzegach najpiękniejszego z jezior skojarzyła się odkrywcom z kolorami, na jakie rozszczepia się światło słońca w pryzmacie, otrzymało więc nazwę „Grand Prismatic Spring”. I rzeczywiście wygląda, jakby na jego brzegach zamieszkała tęcza!

 

Te mikroskopijne ekosystemy ściągają do siebie jak magnes zwierzynę. Najbardziej korzystają z ich zasobów jelenie, które nie tylko pasą się na rosnących bujnie wokół jezior roślinach i uwielbiają zlizywać sól, ale maja też grube i twarde kopyta, które ułatwiają im przechodzenie przez płytkie, gorące strumienie. Yellowstone to dla nich raj. Nie tylko dlatego, że zamiast z łuku turyści celują do nich z teleobiektywów, ale i dlatego, że mają tu pod dostatkiem pożywienia przez cały rok. Na północnych i wschodnich fragmentach parku, rzadziej odwiedzanych niż okolice gejzerów, spotkać można też bizony. Od rodzin liczących po kilka osobników, aż po stada składające się z setki włochatych olbrzymów. W rejony te zapędzają się także kojoty, łosie i świstaki, a także gromady hałaśliwych ptaków, na których podglądanie z ogromnymi lunetami rokrocznie zdążają z całego świata miłośnicy skrzydlatej menażerii.

 

Na wschodzie Yellowstone, znajduje się też miejsce, od którego wzięła się nazwa całego parku. „Żółty kamień” pochodzi od intensywnego koloru wulkanicznych skał, które w dzikim pędzie przecina granatowa rzeka o tej samej nazwie. Kilkusetmetrowej głębokości kanion, utworzony dzięki sile żywiołu, oszałamia nie tylko widokami odsłoniętych głazów, ale i grzmiących wodospadów – o wysokości dochodzącej niemalże do stu metrów! Niesamowitości miejscu dodają jeszcze sterczące w kilku miejscach w parku hektary kikutów drzew. To ślady po ogromnych pożarach, które co kilka lat pustoszą części parku. – Nie niszczą jednak ekosystemu. Wprost przeciwnie – tłumaczy parkowa strażniczka. Po badaniach naukowców-ekologów okazało się bowiem, że tylko dzięki wysokiej temperaturze pożaru niektóre drzewa są w stanie w ogóle wykiełkować. Bez palącego żaru np. szyszki tutejszej sosny nie otwierają się i nie uwalniają nasion.

 

– I tylko Yogiego brak. Szukaliśmy kilka dni, ale ani jeden niedźwiadek nie pojawił się w zasięgu wzroku – narzeka spotkany ponownie chłopiec z Bostonu. Lecz po chwili dodaje: – Wiem! Pewnie przechytrzył strażników i tak jak planował… uciekł w końcu z parku na wolność!

 

Kiedy jechać

Każda pora roku w Yellowstone jest piękna! Lato upalne, ale gwarne, a zima urocza i wyciszona. Latem warto poświęcić kilka dodatkowych dni na wędkowanie, piesze wycieczki, czy pływanie żaglówką. Zimą grzechem byłoby nie poszusować przy okazji na nartach w kurortach Wyoming, Utah lub Kolorado.

 

Dojazd

Samolotem do Salt Lake City w Utah lub Denver w Kolorado (2200-3500 zł z przesiadką np. w Nowym Jorku), a stamtąd najlepiej wynajętym samochodem (50-100 dolarów/dzień) komfortową amerykańską autostradą dojedziemy do jednego z pięciu wejść do Parku Narodowego Yellowstone. Paliwo w USA jest o ok. połowę tańsze niż w Polsce, więc i podróż nawet wielkim amerykańskim samochodem nie jest wielkim obciążeniem dla kieszeni. Można także dolecieć do Jackson Hole leżącego na południowych rubieżach Yellowstone – lot z Nowego Jorku z przesiadką w Chicago lub Denver kosztuje około 600 dolarów.

 

Nocleg

Jadąc do Parku Yellowstone można zatrzymać się w jednym z setek typowych amerykańskich przydrożnych moteli. Ceny są tak zróżnicowane, jak i standard, ale generalnie na porządny nocleg powinniśmy zarezerwować 50 dol za noc. Na terenie samego parku jest kilka hoteli górskich i schronisk m.in.: Canyon Lodge, Grant Village Lodge, Lake Hotel, Lake Lodge, Mammoth Hotel. Ceny kształtują się od 50 do 300 dol za noc, jednak miejsca w nich trzeba często zaklepać z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Rezerwacje. Sporą bazą noclegowa dysponuje także Jackson Hole, ceny za dwuosobowy pokój w tym górskim kurorcie oscylują wokół 200-300 dolarów za noc.

 

Wstęp

Bilet wstępu do Parku Yellowstone kosztuje 25 dol. od samochodu (obejmuje wszystkich pasażerów) lub 10 dol. za pieszego lub rowerzystę. Warto jednak przy okazji bytności za oceanem odwiedzić jeszcze kilka innych parków Dzikiego Zachodu, wtedy zaś opłaca się kupić bilet roczny na wszystkie parki w USA – jego koszt to 80 dol.

 

Okolica

Na południe od Yellowstone leży park narodowy Grand Tetons – z wysokimi, śnieżnymi górami i alpejskimi łąkami. Warto zajrzeć! Warto także spędzić choćby dzień dwa w sąsiedniej Montanie, uznawanej za jeden z najdzikszych stanów USA.

 

Ciekawostki

– Kulinarną atrakcją Yellowstone (zapożyczoną co prawda z Kanady) jest syrop klonowy. Słodki, lejący się jak polski miód syrop, Amerykanie dodają do grubych naleśników. Pierwsza porcja z nim jest bezcenna, druga wciąż smakuje, ale uwaga – łatwo przesadzić! Po trzeciej porcji apetyt na słodycze przechodzi na wiele dni!

– Dzikie okolice Wyoming to wyśmienite miejsce na wielodniowe wycieczki konne. Z noclegami w chatach przypominających domy pierwszych osadników i łapaniem pstrągów w strumieniach.

– Najpiękniejsze zdjęcia przy gejzerze „Old Faithful” można zrobić o zachodzie słońca stając pod światło po jego wschodniej stronie.

– Dokarmianie zwierząt w parku jest zabronione. Nawet za poczęstowanie wiewiórki smakowitym orzeszkiem można słono zapłacić, bywa, że i kilka tysięcy dolarów.

– Wyoming to stan hodowców bydła i prostych reguł gry. Nie oczekuj od rozmówców zrozumienia dla filozofii transcendentalnej Immanuela Kanta, spodziewaj się za to gościnności, otwartości i dużych porcji w barach: na przykład dwucalowej grubości steków!

– W razie jednak spotkania niedźwiedzia grizzly w terenie, strażnicy parkowi radzą zachować spokój, a jak nie pomoże użyć sprayu pieprzowego (dostępny w sklepach na terenie parku) i zwiewać! Najlepiej… gdzie pieprz rośnie!

– Biegnący bizon może rozwinąć prędkość trzy razy większą niż turysta! Wyglądający na szczyt spokoju kuzyni żubrów powodują więcej wypadków w parku niż wilki i niedźwiedzie razem wzięte. Co ciekawe 3,5 tysiąca bizonów z Yellowstone to wszystko, co ocalało z kilku milionów zwierząt pasących się na preriach, gdy w drugiej połowie XIX wieku modne stały się wyjazdy w głąb kontynentu na polowania.

– Powwow, to tradycyjne święto rdzennych mieszkańców ziem amerykańskich. W czasie ceremonii Szoszonów, Czejenów i Arapaho ożywają indiańskie pióropusze i wigwamy. Każdego lata w Wyoming i okolicznych stanach oznacza to kilka dni tańca, muzyki i popisów niemal akrobatycznej sprawności uczestników. Warto wybierając termin odwiedzin parku Yellowstone zajrzeć więc wcześniej na stronę, gdzie znajduje się informacja o najbliższych Powwow.

 

O autorach

Marcin Jamkowski i Marzena Hmielewicz Amerykę przez rok poznawali od podszewki – od najlepszych uniwersytetów Nowej Anglii, po najdziksze zakątki Utah i Oregonu. Kontynent w poprzek – od Atlantyku po Pacyfik i z powrotem – przejechali w wozie nowoczesnych zdobywców Dzikiego Zachodu, vanie z sofą, telewizorem i wideo (na szczęście nie działały) szukając najlepszych miejsc do wspinania i najlepszych plenerów do zdjęć. Na wypad do Yellowstone namówił ich syn, fan pochodzącego stamtąd misia Yogi.